Będę z Wami szczera Dziewczyny. Siedzę sobie zła i nieszczęśliwa, bo złapałam przeziębienie w środku lata. No jak to tak latem?! A jak już człowiek jest niezadowolony, to bardzo szybko zaczynają denerwować nas inne rzeczy. Przykładowo, strasznie zaczyna Cię wkurzać, że od znajomej po raz 6 w tym tygodniu słyszysz, że jest niezadowolona ze swojego wyglądu i za każdym razem podaje ten sam powód. Oficjalnie, mam dość! Postanowiłam się z tym rozprawić. I mam nadzieje, że ten wpis pomoże Nam wszystkim. Mnie, Wam i nawet tej nieszczęsnej znajomej. Oto 5 absolutnie najgłupszych wymówek, które oddalają Cię od wymarzonej sylwetki! Ustalmy jedno – wszystkie wymówki są głupie. Jeżeli coś kwalifikuje się do miana wymówki, to przykro mi, istnieje tylko podział na bardzo głupie i trochę mniej głupie. Bo jak inaczej nazwać coś, co prawdopodobnie sama sobie ubzdurałaś, a dodatkowo to coś oddala Cię od realizacji marzeń? No głupota. Definitywnie. Ja po prostu wybrałam te najgorsze.

Nic mi się dzisiaj nie chcę. Chyba po prostu jestem z natury leniwa!
Serio tak sądzisz? To wzywajmy egzorcystę, bo chyba Cię coś solidnie opętało! Zlituj się kobieto! Gdyby w ten sposób myśleli naukowcy i wynalazcy to prawdopodobnie siedziałabyś teraz w jaskini w jakże seksownym staniku z kokosów i czekała aż twój Fred Flintstone przyniesie kolejną zdobycz do upieczenia nad ogniskiem. W porządku, może DZISIAJ masz gorszy dzień. Jutro już nie może tak być. A gdybyś się uparła, z pewnością i dzisiaj znajdziesz w sobie trochę energii do działania. Tylko rusz w końcu tyłek i zacznij działać! Nadal Ci się nie chce? Okay, to trudno. Narzekaj sobie dalej, ja lecę spełniać moje marzenia.

Nie mam czasu!
Badania, które właśnie sobie wymyśliłam jasno wskazują, że zdecydowana większość kobiet używając tego argumentu kłamie. Zastanów się. Miałaś czas sprawdzić fejsa? Ile czasu przesiedziałaś w Internetach szukając niczego? Od ilu godzin zupełnie bezmyślnie kręcisz się po sklepach? No dobra. Zakładam, że masz pracę albo studiujesz. A może nawet jedno i drugie. Możliwe, że masz męża, dzieci a niepozmywane naczynia nie dość, że rozwijają już cywilizację to powoli zaczynają walczyć o terytorium z niezrobionym praniem. Masz swoje obowiązki i ja to rozumiem. Obowiązki mam, ja, Ty, Twój sąsiad, papież i Barack Obama. Nawet Pan Mietek spod monopolowego jakieś tam ma! I wszyscy mamy dokładnie tyle samo czasu na ich realizacje. Zadbaj o swoją organizację. Podziel obowiązki domowe. Odmów, kiedy po raz kolejny ktoś poprosi o przysługę. I w końcu zacznij żyć tak, by jutro rano móc powiedzieć sobie „ Jeej, ale ja jestem szczęśliwa!”

Ale ja nie umiem!
To się naucz. Serio, no po prostu naucz się. I daruj sobie gadkę, że nie masz czasu. Albo że jesteś leniwa. Żyjemy w tak fantastycznych czasach, że w zasadzie nauczyć się możesz wszystkiego.  Wystarczy, że podejmiesz działanie. Wystarczy kupić poradnik, obejrzeć filmik czy jeszcze prościej, zapytać o radę kogoś, kto już potrafi! Marzysz o jodze? Odpalaj Youtube. Nawet nie musisz zapisywać się na zajęcia! Pamiętaj, od czegoś trzeba zacząć. Nawet najmniejszy krok to o wiele więcej niż siedzenie i narzekanie. Dasz radę. A przynajmniej spróbuj. Nawet jeżeli coś Ci nie wyjdzie, będziesz bogatsza o nowe doświadczenia. To też ma znaczenie. Do dalej, ruszaj!

Nie nadaję się do tego!
Czyli do czego? Do osiągania celów? Do posiadania wysportowanej sylwetki? Do bycia zadowolonej z siebie? Jeżeli na któreś z tych pytań odpowiedziałaś twierdząco to prawdopodobnie potrzebujesz już pomocy specjalisty. Jeżeli nie, czytaj dalej. Wszyscy potrzebujemy celów w życiu i jesteśmy stworzeni do tego by je osiągać. Ja naprawdę tak uważam! I Tobie też to polecam, bo w ten sposób łatwiej się zmotywować. Nie kłam proszę, że spróbowałaś każdego sportu i nic Ci się nie podoba. Nie oszukuj, że żadne zdrowe danie nie przypadło Ci do gustu. Nie musisz lubić czy umieć wszystkiego. Ale na pewno jest coś, w czym się sprawdzisz. Ja nie potrafię pływać i nie jestem pewna czy kiedykolwiek się nauczę. Ale porażka na basenie absolutnie nie przeszkadza mi w bieganiu. Zawsze można znaleźć coś dla siebie! Nawet osoby z ograniczeniami zdrowotnymi znajdują formę treningu dla nich odpowiednią. Wystarczy tylko trochę się postarać.

Nie mam warunków!
Pod „warunki” można wiele podstawić. Nie biegam, bo nie mam butów. Nie ćwiczę, bo mam daleko na siłownie. Nie gotuję, bo spóźnię się do pracy. Nie trenuję w domu, bo nie mam miejsca. Słuchajcie, z powodzeniem mogłabym teraz obalić wszystkie te wymówki na kilka sposobów. Tylko czasem sobie myślę – po co? Przecież Wy same doskonale wiecie co zrobić, by rozwiązać problem! Czasem po prostu nie chcecie nic z tym zrobić. To co piszę jest brutalne, ale prawdziwe. Bo jeżeli ktoś bardzo, ale to bardzo nie chce to zawsze znajdzie wymówkę. Tylko proszę, nie narzekaj potem na swój ciężki los. Brak działania jest również decyzją. Pamiętaj o tym.

Myślę, że udało mi się wybrać absolutnych zwycięzców wśród najgłupszych wymówek. Pamiętaj, nic nie zrobi się samo. Jeżeli marzysz o pięknej sylwetce, musisz, ale to musisz zacząć robić cokolwiek w tym kierunku. Czy naprawdę chcesz ciągle tkwić w tym samym punkcie przez jakieś głupoty? Nie sądzę. Na temat motywacji do działania powstało już tysiące książek i jeszcze więcej publikacji w internecie. Jednak nikt za Ciebie nie podejmie działania. Dlatego „rusz tyłek i przestań marudzić” wydaje się być najlepszą poradą!

Macie innych faworytów wśród głupich wymówek? Jest coś o czym nie wspomniałam? No i oczywiście – jak myślicie, którą z tych wymówek koleżanka atakuje mnie przez 6 dni w tygodniu? Piszcie komentarze!

PS. I pamiętajcie, poranki są jednak chłodne! Uważajcie na strój do biegania. Katar latem jest bardzo słaby!

Pozdrawiam,

Martyna