Większość dietetyków, czy specjalistów ds. żywienia radzi swoim pacjentom dużą częstotliwość posiłków w ciągu dnia. Celem takich porad jest lepsza kontrola na poziomem cukru we krwi, czyli głodu. Lepiej kontrolując nasz głód rzadziej sięgamy po jedzenie typu fast-food, czy niezdrowe przekąski. Mówi się, że powinniśmy spożywać  5  posiłków dziennie (I śniadanie, II śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja), w odstępach czasowych, nie większych niż 4 godziny. Posiłki powinny być spożywane o stałych, regularnych porach. Dzięki takiemu mechanizmowi nasz organizm będzie o danej porze przygotowany na następną porcję energii. Podczas długotrwałego głodzenia, zachodzą fizjologicznie reakcje obronne, ponieważ nasz ustrój dąży do homeostazy, czyli równowagi wewnątrzustrojowej, każde głodzenie każe mu się bronić przed następnym, magazynując dostarczone z poprzednim posiłkiem składniki odżywcze. Co za tym idzie więcej tłuszczu jest odkładane, np. w „boczkach”, na wypadek następnego głodzenia. Kiedy natomiast jemy regularnie, organizm wie kiedy się spodziewać następnej dawki kalorii, w związku z czym nie gromadzi zapasów, gdyż wie, że wkrótce otrzyma kolejną dawkę energii. Nie mam tu na myśli ciągłego żucia, bo nie o to chodzi, żebyśmy cały czas coś przegryzały. Pora na posiłek, to pora na posiłek, musi być w miarę konkrentnie ustalona, aby nasz metabolizm nie wariował.

Co jeśli nie mam ochoty na jedzenie lub nie jestem głodna?

Nie będziesz wmuszać w siebie na siłę jedzenia, jeśli ma się to skończyć nudnościami, nie daj Boże wymiotami lub chociaż złym samopoczuciem (to ostatnie nie dotyczy osób, które  po każdym posiłku odczuwają wyrzuty sumienia, po jego spożyciu). Na szczęście jest na to rada, zjadaj posiłki mniejsze objętościowo, nawet odczuwając lekki niedosyt lub nawet „ssanie”, masz przecież na uwadze, że za 3-4 godziny ponownie usiądziesz do stołu.

Pamiętaj, że nawet jeśli pominęłaś raz, czy drugi dany posiłek, to jeszcze nie koniec świata, byleby nie zdarzało się to regularnie!!!

Wiem też w jakim pędzie żyjemy i zdaję sobie sprawę jakiego poświęcenia wymaga od nas świat (dom, praca, mąż, dzieci, szef, przyjaciółka, a nawet pies), aby móc zapewnić kolejną porcję energii do żołądka, miej zawsze przy sobie jakąś przekąskę. Oczywiście wiem, że łóżko to najsilniejszy magnes na świecie, szczególnie rano, kiedy trzeba wstać do pracy, ale przygotowanie kanapki trwa co najwyżej 10 minut (w tym czasie, możesz zastanawiać się, w co się dziś ubrać). Jeżeli masz dość oklepanych kanapek, fajną alternatywą są marchewki, jabłka, banany, a także sałatka warzywna (może została z obiadu, z poprzedniego dnia). Jeśli możesz sobie na to pozwolić, przygotowywując obiad lub kolację na następny dzień, jednocześnie pamiętaj o jutrzejszym śniadaniu, może uda Ci się przyrządzić ryż z warzywami i kurczakiem, czy naleśniki. Estetycznie zapakowane w kolorowe pojemniczki ucieszą nie tylko podniebienie, ale i oczy.

Absolutnie unikaj tych słynnych przekąsek, jakimi są paluszki, orzeszki, chipsy, batony (nawet te pozornie na bazie musli, w przeważającej ilości mają w składzie cukier), a także drożdżówek, pączków, rogalików francuskich i innych wyrobów piekarsko-cukierniczych. Kontrowersyjnym produktem są też popularne mieszanki studenckie. Zawierają one w swoim składzie  orzechy, które są wspaniałym źródłem NNKT (niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych) ale i mają orzeszki solone, które zawierają ogromne ilości soli (utrudnia usuwanie wody z organizmu i podwyższa ciśnienie tętnicze krwi), a także rodzynki, czy suszoną żurawinę, które są źródłem zbędnych dla nas cukrów prostych.

A Ty, masz jakieś sprawdzone przepisy, na szybkie i zdrowe przekąski, a może takie, które można w mig przygotować??? Może masz pomysł na sprytne przetransportowanie posiłku do biura, aby nadal wyglądał estetycznie? Czekam na Wasze pomysły 🙂