Kiedy aktywność fizyczna staje się obsesją 

Dzisiaj chciałam poruszyć temat, który od dłuższego czasu “chodził” mi po głowie. Jednak jakoś brakowało mi sił, a przede wszystkim pomysłu na opisanie tej obsesji. Na pewno wiecie, że wszystko powinno mieć umiar. Jeżeli nie umiemy powiedzieć sobie dość, to znaczy, że został on znacznie przekroczony. W dzisiejszym poście chciałam się skupić przede wszystkim na aktywności fizycznej. Do jego stworzenia postanowiłam wykorzystać wiadomość od jednej z Was (oczywiście za zgodą). Chciałabym pokazać Wam kiedy pasja zaczyna niszczyć nam życie i jak do tego nie dopuścić.

Jakiś czas temu dostałam taką wiadomość. Przyznam się szczerze, że po jej przeczytaniu przeszły mi dreszcze po ciele.

” Witaj Tips!

Moja przygoda ze sportem trwa od roku. Udzielam się na Twojej stronie od wakacji. Pierwszy raz postawiłam napisać do Ciebie wiadomość, ponieważ potrzebuję pomocy. Nigdy nie powiedziałabym, że sport może zniszczyć moje życie. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to tylko i wyłącznie moja wina, Nie wiem jak mam z tym skończyć. Wszystko zaczęło się od tego, że chciałam zrzucić kilka kilogramów. Zaczęłam intensywnie trenować z Ewką. Kilogramy zaczęły spadać. Jednak ciągle mi było mało. Zaczęłam również biegać. Nigdy nie chciałam mieć umięśnionego ciała dlatego nie robiłam treningów siłowych. Po około 6 msc. ważyłam 51 kg. Jednak ciągle nie umiałam przystopować. Ćwiczyłam codziennie! W moim życiu nie istniał dzień przeznaczony na odpoczynek. Bywały dni, że ćwiczyłam 2- 3 h. Mimo tego, że mam dziecko, męża i inne obowiązki umiałam znaleźć czas na trening. Nigdy nie odpuszczałam! Nie znałam umiaru! Wolałam poćwiczyć niż spędzić czas z rodziną. We wrześniu pojechaliśmy na pierwsze wakacje z naszym dzieckiem (ma rok i 3 miesiące). I tam pierwszy raz naprawę bardzo pokłóciłam się ze swoim Michałem. Nie interesowało mnie to, że mieliśmy ten czas spędzić tylko w trójkę. Wstałam rano i biegałam, chodziłam na basen, siłownie a jego zostawiałam z dzieckiem. Wracałam wieczorem zmęczona i nie miałam już ochoty spędzać z nim czas. Wtedy Mąż postawił mi ultimatum. Tylko 3 treningi po 1 h w tygodniu albo odejdzie ode mnie. Zareagował śmiechem bo w końcu jak on mógł zabronić mi trenować! Jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do domu (nasz urlop miał trwać 10 dni, trwał tylko 3). Każdego dnia kiedy mąż wychodził z pracy włączałam sobie skalpel i trenowała (ważyłam poniżej 50 kg). Dziecko podrzucałam sąsiadce a męża okłamywałam, że nie ćwiczyłam. Pewnego dnia wszystko się wydało. Mój organizm nie wytrzymał takiego przeciążenia (odkąd zaczęłam przygodę ze sportem nie miałam przerwy nawet jednego dnia!) i zemdlałam. Znalazłam się w szpitalu. Jednak nadal nie rozumiał dlaczego ktoś zabrania mi robić to co kocham. W tamtym czasie byłabym w stanie zrobić wszystko tylko po to, żeby poćwiczyć!

Jak wygląda moje życie w dniu dzisiejszym?

Chodzę na terapie. Zniszczyłam zaufanie mojego Męża do mojej osoby, straciłam wszystko a przede wszystkim zaszkodziłam sobie. Piszę do Ciebie bo wiem, że Ty możesz przekazać tą wiadomość innym  i zapobiec takim sytuacjom jak moja. Tylko moja głupota a przede wszystkim brak umiaru doprowadził do tego, ze sport zniszczył moje życie. Przyznaję się JESTEM UZALEŻNIONA OD AKTYWNOŚCI – w pojęciu negatywnym. Potrzebuję Twojego i czytelniczek wsparcia. Nie wiem jak mam odbudować swoje rodzinne życie! Opublikuj moją wiadomość. Będę Tobie wdzięczna jeżeli odpowiesz na moją długą wiadomość.

Pozdrawiam Joanna ( imię zostało zmienione ) “

Kochane!

Widzicie do czego może doprowadzić brak umiaru? Każdej niedzieli przypominam Wam jak ważny jest reset! Sport nie może być ważniejszy od Waszej rodziny czy Waszego zdrowia! Nie możecie NIGDY dopuścić do takiej sytuacji! Oczywiście aktywność fizyczna jest zdrowa ale w umiarze!!! Jak każda używka może negatywnie uzależnić i wpłynąć na nasze życie!

Ćwiczę od bardzo dawna i kocham sport! Nie wyobrażam sobie życia bez niego ale znam umiar. Jeżeli jestem chora to nie ćwiczę. Jak jadę do swojej mamy, z którą widuję się 3 razy w roku to również odpuszczam trening (czasami zdarzają się wyjątki). Moim priorytetem jest: zdrowie, rodzina, a dopiero na trzecim miejscu sport! NIE DOPUŚCIE DO SYTUACJI, ŻEBY BYŁO INACZEJ! 

Czy któraś z Was ma podobny problem jak autorka wiadomości? Jeżeli tak, to proszę napisać. Może uda się jeszcze pomóc

Jeżeli możecie to proszę zostawcie kilak słów wsparcia dla Joanny ( mogą być nawet ostre słowa  ).

Pozdrawiam,

Juliya