Czytajcie uważnie moje Drogie, gdyż historia ta oparta jest na faktach. Piękny, słoneczny dzień, majówka, mój wymarzony, 10-dniowy weekend. Jako że udało mi się wyżulić na uczelni tyle wolnego, postanowiłam wrócić do mojej malowniczej, rodzinnej miejscowości. Miejscowość ta jest tak ogromna, że wikipedia definiuje ją jako „osada w Polsce”, a więc ma to do siebie, że znasz własnych sąsiadów. Tyle, że moi jakoś rzadko wchodzą ze mną w konwersację i prawdę mówiąc, jakoś z tym żyję. Jednak ten dzień był inny. I wiele zmienił!

Czekałam na zewnątrz na powrót moich rodziców z pracy. W 20% dlatego, że jestem dobrą córką, w 80% bo już mi się znudziło to moje wolne. Czekam sobie, a tu nagle moja sąsiadka zmierza w kierunku płotu. Intuicyjnie, w tą stronę wycelowałam i ja. I wtedy się stało. Prawdopodobnie po raz pierwszy, a już 20 lat po tym świecie chodzę. Sąsiadka zaczęła rozmowę.

-Ano jak tam te Twoje studia Martyna? – rzekła ona.
-Ano spoczko Sąsiadko
. – odpowiedziałam ja, wczuwając się w klimat rozmowy.
-Powiedz mi, jak Ty to robisz, że cały czas taka szczupła jesteś
? – sąsiadka szybko przeszła do konkretów.
-Aaa, no po prostu zdrowo jem i sporo ćwiczę. – radośnie zdradziłam moją magiczną sztuczkę.
-Ano tak to jest. Wiesz co, moja córka ostatnio była u dietetyka nawet.
-Fantastycznie! I co jej ciekawego powiedział?
– w tym momencie byłam szczerze zainteresowana.
-A trochę jej tam doradził, ale kto to słyszał! Kazał jej gotować na parze czy tam coś. No i że smażonego to raczej nie powinna. Ale no gdzie to tam, jak ona lubi schabowe. Co, kotleta ma nie jeść?
Na tym skończyła się ta historyczna rozmowa. Trochę mnie zatkało, a uwierzcie, rzadko mi się to zdarza. I gdybym była kreskówką, nad moją głową zapaliłaby się wielka żarówka. Wtedy do mnie dotarło. Ludzie po prostu nie chcą znać prawdy!

Podejrzewam, że nagroda za spostrzegawczość jest poza moim zasięgiem i Wy wszyscy już to dawno wiecie. W takim razie pytam się, dlaczego? Dlaczego tak trudno jest zaakceptować fakt, że nie ma magicznej sztuki, dzięki której ludzie osiągają sukcesy? Czy trudno w to uwierzyć, że czasami trzeba się trochę poświęcić, trochę popracować?

Moi rodzice po raz milion któryś taktownie nie wytknęli mi naiwności i rozjaśnili sytuację mówiąc, że „Pewnie liczyła, że dietetyk jej da jakieś super tabletki” oraz „ Wydawało jej się, że jakaś dieta cud istnieje”. Niestety, rzeczywistość bywa brutalna. Od 3 lat ludzie pytają mnie o sposób na szczupła sylwetkę i ciągle mówię to samo. A oni ciągle nie wierzą. Szukają jakiegoś niezwykłego przepisu. To okey, wszystko da się zrobić. Mam przyjemność podać Wam przepis na sukces!

Składniki:
Wszystkie dostępne środki motywacji
Lodówka wypełniona zdrowym jedzeniem
Odrobina wolnego czasu
Strój do ćwiczeń według uznania
Porcja optymizmu, może być na oko
Wuchta ( musiałam! Pozdrawiam Poznań!) chęci do działania

Przygotowanie:
Wszystkie środki motywacji zaaplikować bezpośrednio do głowy. Dokładnie wymieszać z chęcią do działania. Następnie wygospodarować wolny czas, minimum trzy razy w tygodniu. Założyć strój do ćwiczeń. Wolny czas wykorzystać na trening. Trening dobierać zgodnie z własnymi możliwościami, potrzebami i upodobaniami. Następnie sprawdzić zawartość lodówki, przygotować zdrowy posiłek, zjeść. Czynność powtarzać 5 razy dziennie o stałych porach. Dodatkowo dawkować optymizm, dozwolone gigantyczne porcje. Przepis wykorzystywać każdego dnia, sumiennie powtarzać wszystkie czynności. Czekać na zniewalające efekty i pytania sąsiadów jak to zrobiłaś.

Gotowe!

Skoro istnieje zapotrzebowanie na dokładne instrukcję, to proszę bardzo. Wszystko wyjaśnione, krok po kroku. Wyjątkowo łatwy przepis. Jestem pewna, że nawet amatorzy doskonale sobie z nim poradzą. Z niecierpliwością czekam na Wasze relacje. Dajcie znać, czy smakowało!

Pozdrawiam,

Martyna