Czasem zdarza się, że przez różne sprawy, rezygnujemy z treningów. Przyczyn może być całe mnóstwo od ciąży zaczynając, po brak czasu czy przez nasze własne lenistwo. Kryzys motywacyjny może dopaść każdego w każdej chwili. Co jednak, gdy ten brak przyspieszonego pulsu nie daje nam spać po nocach? Jak zebrać się w sobie i od czego zacząć by znów wrócić do formy?

Niektóre z nas, po prostu ubierają się w dres, puszczają sobie jakiś zestaw treningowy i ruszają do dzieła. W połowie takiego treningu, robi się słabo, pot leje się hektrolitrami, a oddechu brakuje jakby ktoś dusił. I przychodzi zniechęcenie..
Innym, mobilizacja przychodzi jeszcze trudniej i z roku na rok postanawiają, że od kolejnego „poniedziałku” ruszą z kopyta. Przykładów jest wiele tak samo jak nas. Każdy przypadek jest jedyny w swoim rodzaju. Co ciekawe, nie ma jednej receptury czy zaklęcia, które sprawi, że weźmiemy się do roboty, a forma wróci z dnia na dzień. Każda chciałaby po tygodniu wyglądać jak swój treningowy ideał.

Trochę podpowiem wam, jak zabrać się do rzeczy. Na pewno takie powroty nie są proste, ze względu na różne przyczyny zaprzestania treningów, ale droga z powrotem często jest podobna. Na początku ważne jest uświadomienie sobie, czego tak naprawdę chcemy i co jest naszym celem. Czy chcemy trenować żeby zrzucić parę kilo, czy poprawić kondycję, czy nabrać masy mięśniowej.. Bez względu na główny cel, musimy uświadomić sobie, że ważna jest KONSEKWENCJA. Oprócz tego żadna zmiana nie nastąpi, jeśli nasze działanie kierowane jest przez tak zwany „słomiany zapał”. Trzeba uświadomić sobie, że zmiana powinna dotyczyć stylu życia i sprawić, że wprowadzimy ją nie na chwilę, lecz na zawsze. Stanie się ona częścią nas, a to bardzo pomaga.

Od czego zacząć? Najlepiej od początku 😉 A tak poważnie, to pomocne są nasze notatki. Warto założyć sobie zeszyt, który nazwiemy np. Treningi. Na pierwszej stronie napisz list do siebie, czego oczekujesz, co ci przeszkadza w twoim ciele, w twoim podejściu do zmiany i powrotu do formy. Takie wyznanie na papierze oczyści cię z zarzutów, które może robiłaś samej sobie, pozwoli spojrzeń z boku na sprawę czy nie zapomnieć, po co to wszystko się dzieje.

Kolejnym krokiem jest stworzenie planu działania. Może przyjąć formę tabelki, ale nie musi, jak komu wygodnie. W nim należałoby zawrzeć częstotliwość treningów, sytuacje awaryjne, które zdarzają się bez naszego wpływu. Czasem musimy opuścić trening, bo trzeba coś załatwić, albo rozłożyło nas przeziębienie. Różnie bywa, ale bez względu na takie małe przestoje, nie możesz znowu poddać się i zaczynać od nowa w nieskończoność.. Skrajny perfekcjonizm nie jest wskazany 😉

Gdy już ustalisz plan działania, nie zapomnij przygotować sobie wstępnego jadłospisu. Będzie on zależał od tego, co chcesz osiągnąć. Dieta będzie inna jeśli chcesz zrzucić co nieco, albo odwrotnie, nabrać masy mięśniowej.

Gdy już jesteś wstępnie przygotowana, co pozostaje jak brać się do roboty? Jednak, by szybko nie przyszło zniechęcenie, warto się wzmocnić. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nasza kondycja nie poprawi się z samych tylko ćwiczeń. Do tego potrzebne jest też właściwe paliwo. Dlatego zacznij od diety. Krótki czas przed podjęciem wysiłku fizycznego, zwróć większą uwagę na to, co jesz. Dostarczaj swojemu organizmowi odpowiedniej ilości dobrych produktów. Nie bój się, że przez tych parę dni, jeszcze pogorszysz swoją sytuację dodatkowymi kilogramami. Ważne, byś robiła to z głową i w granicach rozsądku.

Nadchodzi dzień W (Wielki dzień) zaczynasz trening i?? Stop! Jeśli stwierdziłaś, że miesiąc i jesteś miss bikini. Rozeznaj się w sytuacji, a mianowicie, w jakiej formie obecnie jesteś. Jeśli nie trenowałaś już długi czas to lepiej zacząć od dłuższego marszu lub paru minut truchtania. Spokojnie, na początku, zadyszka gwarantowana, ale nic nie trwa wiecznie. Decyzję, od kiedy zwiększać tempo i dodawać kolejne listy treningowe powinnaś podjąć indywidualnie. Jedna osoba, po paru dniach jest gotowa zwiększać tempo wysiłku, inna – po paru tygodniach. Ważne, aby robić to systematycznie i powoli. Gdy nasza kondycja jest poniżej zera, proponowałabym zacząć od lekkiego cardio, z czasem zwiększając intensywność. Dopiero, gdy zauważysz, że wcale tak szybko nie tracisz oddechu, zacznij dodawać treningi skupiające się na wybranych partiach. Nie popełniaj błędu i nie skupiaj się tylko na jednej partii ciała. Pomimo, jeśli uważasz, że reszta jest OK. Chodzi o to, by uniknąć później braku proporcji w sylwetce.

Jeszcze jedno. W tej zeszytowej biblii treningowej staraj się zapisywać wszystkie swoje sugestie, myśli, motywuj się sama, chwaląc za kolejne postępy. Opisuj tam sytuacje, gdy opuściłaś trening i z jakiego powodu. Nikt z nas nie jest idealny, ale ważne, żebyś w tych wyznaniach była szczera sama ze sobą.

 Mam nadzieję, że mój wpis trochę pomoże Wam w powrocie do formy. Która z Was ma problemy z takim powrotem? A może macie go już za sobą i mogłybyście się podzielić swoimi sposobami? Jest tu dziewczyna, która prowadzi taką biblię treningową?

Pozdrawiam, Ewa